Wyniki matur są co roku wydarzeniem ogólnopolskim. Są komunikaty, statystyki, mapy, wykresy, komentarze ekspertów i setki publikacji w mediach. Wyniki egzaminów zawodowych, choć dotyczą porównywalnej liczby młodych ludzi, przechodzą niemal niezauważone. Trudno nie zapytać: jak w takich warunkach skutecznie promować kształcenie zawodowe, skoro nawet jego najważniejsze efekty nie są szeroko komunikowane?
28 sierpnia uczniowie i absolwenci techników oraz szkół branżowych poznali swoje wyniki egzaminów zawodowych przeprowadzonych w sesji Lato 2026. MEN i Centralna Komisja Egzaminacyjna informowała, że od godziny 10.00 zdający mogli sprawdzać wyniki w Portalu Zdającego, a od godziny 14.00 informacje miały być dostępne również w szkołach. I właściwie na tym kończyła się szersza historia.
Skala obu egzaminów pokazuje, że trudno uzasadnić medialną marginalizację egzaminu zawodowego jego rzekomo niszowym charakterem. W maju 2026 roku do egzaminu maturalnego z przedmiotów obowiązkowych przystąpiło 321 314 tegorocznych absolwentów szkół ponadpodstawowych. Tymczasem w sesji letniej egzaminu zawodowego do części pisemnej przystąpiło około 311 tysięcy osób, a do części praktycznej około 329 tysięcy.
A więc mówimy o podobnej skali. Różnica pojawia się jednak wtedy, gdy spojrzymy na sposób komunikowania wyników.W dniu publikacji wyników matur media prześcigały się w analizach, porównaniach i komentarzach. Na stronie CKE pojawiły się rozbudowane informacje dotyczące wyników, a na stronach OKE można było znaleźć dane dotyczące poszczególnych szkół. Wyniki matur stały się tematem ogólnopolskiej debaty. W przypadku egzaminu zawodowego było zupełnie inaczej.Gdy wyszukiwałem informacji medialnych dotyczących wyników egzaminów zawodowych prowadziło do zaledwie kilku publikacji, podczas gdy znacznie więcej informacji można było znaleźć dopiero na stronach poszczególnych szkół i placówek. To nie jest wyłącznie problem mediów.
Ministerstwo Edukacji Narodowej samo wskazuje, że rozwój szkolnictwa branżowego i technicznego jest ważnym kierunkiem polityki edukacyjnej.W podstawowych kierunkach realizacji polityki oświatowej państwa na rok szkolny 2026/2027 znalazło się wprost: „wspieranie podejmowania świadomych decyzji edukacyjno-zawodowych”, ze szczególnym uwzględnieniem doradztwa zawodowego i promocji kształcenia zawodowego. Dokument mówi również o upowszechnieniu nowej oferty kształcenia zawodowego wypracowanej z branżami. Trudno jednak wyobrazić sobie skuteczną promocję bez skutecznej komunikacji. Jeżeli państwo chce przekonywać młodych ludzi i ich rodziców, że technikum czy szkoła branżowa są atrakcyjną drogą edukacyjną, powinno pokazywać efekty tej edukacji. Jednym z najbardziej konkretnych i wiarygodnych sposobów jest właśnie prezentowanie skali wyników egzaminów zawodowych.

Dobre wyniki są gotowym materiałem promocyjnym. Szkoła, w której uczniowie osiągają wysoką zdawalność, ma czym się pochwalić. Nauczyciele mają prawo pokazać efekty swojej pracy. Uczniowie mogą zobaczyć, że ich wysiłek zakończył się sukcesem. Rodzice otrzymują konkretną min. informację o jakości kształcenia. Jeżeli w konkretnej kwalifikacji szkoła osiąga 100 procent zdawalności, nie jest to wyłącznie szkolna statystyka. To potencjalny argument w rozmowie z przyszłym uczniem, rodzicem, pracodawcą i lokalną społecznością. Dlaczego tego rodzaju sukcesy mają ginąć na stronach internetowych pojedynczych szkół?
Dlaczego o maturze potrafimy mówić godzinami, a o egzaminie zawodowym niemal wcale?
Część problemu rzeczywiście może wynikać ze specyfiki egzaminu zawodowego. Matura jest łatwiejsza do medialnego przedstawienia. Wszyscy zdający mierzą się z tymi samymi obowiązkowymi przedmiotami, dlatego można szybko stworzyć ogólnopolskie rankingi, porównania i zestawienia.Egzamin zawodowy jest znacznie bardziej złożony. Obejmuje wiele kwalifikacji, a poszczególne z nich mogą dotyczyć stosunkowo niewielkich grup zdających. Trudniej więc stworzyć jeden prosty komunikat odpowiadający na pytanie: „Jak wypadli polscy uczniowie?”. Można medialnie przecież prezentować wyniki według branż, zawodów, kwalifikacji czy województw ( takie możliwości statystyczne umożliwiają dane udostępnione na CKE ale w kontekście całego roku a nie danej sesji egzaminacyjnej). Można wskazywać szkoły osiągające szczególnie dobre rezultaty. Można pokazywać, ilu uczniów uzyskało kwalifikacje niezbędne do wykonywania konkretnego zawodu. To właśnie byłaby realna promocja kształcenia zawodowego.
Problem jest jeszcze szerszy. Jeżeli przeciętny odbiorca mediów edukacyjnych ma ocenić kondycję polskiego szkolnictwa ponadpodstawowego, najczęściej dostaje do ręki dane dotyczące matury: zdawalność, średnie wyniki, różnice między województwami i szkołami, wyniki z matematyki, języka polskiego czy języków obcych.
Dane dotyczące egzaminów zawodowych znacznie rzadziej trafiają do szerokiej debaty publicznej. W efekcie powstaje niebezpieczny obraz, w którym matura staje się głównym miernikiem sukcesu edukacyjnego młodego człowieka, a kształcenie zawodowe pozostaje w cieniu.To szczególnie niezrozumiałe w sytuacji, gdy liczba osób przystępujących do egzaminów zawodowych jest porównywalna z liczbą tegorocznych maturzystów. Jeszcze ważniejszy jest charakter samego egzaminu bo egzamin zawodowy nie jest wyłącznie sprawdzianem wiedzy. Jest elementem potwierdzania kwalifikacji związanych z konkretnym zawodem. Jego wynik może więc mówić wiele o skuteczności przygotowania ucznia do funkcjonowania na rynku pracy.
Czy to nie jest informacja, którą warto zainteresować opinię publiczną?
Tegoroczny sposób komunikowania wyników miał również bardziej przyziemny problem. CKE przed publikacją wyników przypominała zdającym, aby jeszcze przed 28 sierpnia sprawdzili możliwość zalogowania się do Portalu Zdającego. Kody aktywacyjne przekazywane są przez dyrektorów szkół lub podmioty prowadzące kwalifikacyjne kursy zawodowe.Taka informacja była szczególnie istotna, ponieważ w dniu publikacji wyników pojawiły się problemy techniczne z logowaniem. Ostatecznie CKE poinformowała, że problemy techniczne związane z zalogowaniem się do Portalu Zdającego SIOEZ zostały rozwiązane i przeprosiła za niedogodności. Komunikat podpisał wicedyrektor CKE dr Horacy Dębowski. Trudno oczywiście sprowadzać kwestię promocji szkolnictwa zawodowego wyłącznie do jednej awarii systemu. Jednak wizerunkowo takie sytuacje mają znaczenie. Jeżeli przez cały rok niewiele mówi się o egzaminach zawodowych, a kiedy wreszcie przychodzi dzień wyników, zdający mają dodatkowo problemy z dostępem do informacji, trudno budować poczucie, że egzamin zawodowy jest traktowany jako wydarzenie o randze porównywalnej z maturą. Problemem jest też zbyt długi okres oczekiwania na dyplom przez osoby dorosłe uczestniczące w Kwalifikacyjnych Kursach Zawodowych gdzie od ukończenia kształcenia ustawicznego do odebrania dokumentu potwierdzający kwalifikacje mija 6 miesięcy.
Te nasze wyniki powinny być nie tylko dostępne ale też powinny być szerzej komunikowane. To kluczowa różnica. Informacja dostępna w systemie dla zdającego spełnia funkcję administracyjną. Nie jest jednak promocją kształcenia zawodowego. Promocja wymaga czegoś więcej tj. nagłośnienia, kontekstu, danych, historii sukcesu i pokazania ludzi stojących za wynikiem.
- Jeżeli szkoła osiąga bardzo wysoką zdawalność, warto o tym powiedzieć.
- Jeżeli dana branża osiąga dobre rezultaty, warto ją pokazać.
- Jeżeli uczniowie konkretnego zawodu osiągają wyniki potwierdzające dobre przygotowanie do pracy, warto poinformować o tym przyszłych kandydatów.
- Jeżeli w całym kraju do egzaminu zawodowego przystępują setki tysięcy osób, warto pokazać społeczeństwu skalę tego przedsięwzięcia.
I przede wszystkim warto mówić o tym wtedy, kiedy wyniki są publikowane, a nie kilka miesięcy później w zbiorczym sprawozdaniu. Najbardziej zastanawiająca jest więc nie sama różnica w liczbie publikacji medialnych, lecz rozbieżność między deklarowanym priorytetem a praktyką komunikacyjną. MEN wskazuje na promocję kształcenia zawodowego jako jeden z kierunków polityki oświatowej na rok szkolny 2026/2027. Jeżeli jednak w dniu wyników egzaminu zawodowego brakuje szerokiej, ogólnopolskiej informacji, rozbudowanych analiz i wyeksponowania sukcesów uczniów, pojawia się pytanie o to, jak ten priorytet ma być realizowany w praktyce. Nie wystarczy zapisać „promocję kształcenia zawodowego” w dokumencie strategicznym. Trzeba jeszcze tę promocję prowadzić. A wyniki egzaminów są do tego jednym z najprostszych i najbardziej wiarygodnych narzędzi. Nie trzeba wymyślać nowej kampanii bo paradoksalnie promocja szkolnictwa zawodowego może być znacznie prostsza, niż się wydaje. Nie zawsze potrzebne są kosztowne kampanie reklamowe, spoty czy kolejne hasła promocyjne.Czasami wystarczy głośno powiedzieć o tym, co już się wydarzyło.
- „W tej szkole egzamin zdało 100 procent uczniów”.
- „W tej kwalifikacji wyniki były szczególnie wysokie”.
- „Tysiące młodych ludzi właśnie potwierdziły swoje kwalifikacje zawodowe”.
- „Setki tysięcy osób przystąpiły do egzaminów zawodowych”.
To są gotowe komunikaty. I co najważniejsze — nie są reklamą bez pokrycia. Za każdym takim komunikatem stoją konkretni uczniowie, nauczyciele, szkoły i osiągnięte wyniki. Kształcenie zawodowe od lat próbuje przebić się przez stereotyp, że najlepszą drogą po szkole ponadpodstawowej jest liceum, matura i studia.Tymczasem jeżeli chcemy rzeczywiście promować szkoły branżowe i technika, musimy przestać traktować egzamin zawodowy (ten czeladniczy też ) jako wydarzenie drugiej kategorii.
Nie chodzi o to, aby ograniczać zainteresowanie maturą. Chodzi o to, aby egzamin zawodowy otrzymał należne mu miejsce w przestrzeni publicznej.
Skoro MEN deklaruje promocję kształcenia zawodowego jako priorytet na rok szkolny 2026/2027, to dzień publikacji wyników egzaminów zawodowych powinien być „świętem zawodowców„ i jednym z naturalnych momentów tej promocji. Powinny pojawić się dane. Powinny pojawić się analizy. Powinny pojawić się historie szkół i uczniów. Powinny pojawić się informacje pokazujące, jak różnorodne i potrzebne są zawody, w których kształcą się młodzi ludzie. A szkolnictwo zawodowe nie stanie się bardziej atrakcyjne dla młodych ludzi, jeśli jego sukcesy pozostaną niemal niewidoczne.
Warto wspomnieć o tym że surowe wyniki egzaminów nie są obiektywnym miernikiem całościowej jakości pracy szkoły. Taki sposób oceniania bywa krzywdzący i stygmatyzujący szczególnie dla mniejszych placówek z mniejszych miejscowości. Młodzież rozpoczynająca w nich naukę i startuje z zupełnie innego pułapu gdzie mierzy się z innymi wyzwaniami np. braku odpowiedniego wyboru zawodu dla siebie (doradztwo zawodowe ). Oceniając szkołę, należy brać pod uwagę tzw. edukacyjną wartość dodaną (EWD) — czyli postęp, jaki uczniowie zrobili od momentu przekroczenia jej progu, a nie tylko sam wynik końcowy samego suchego wyniku egzaminu zawodowego.



