Andrzej Świderek, nauczyciel przedmiotów zawodowych: Jesteśmy zdani na siebie

Czy wśród absolwentów są chętni do pracy w szkole? Byli tacy. Przyszli, spróbowali i odeszli z powodów czysto finansowych. Więcej jest takich, którzy mogliby łączyć pracę w przemyśle z pracą w szkole, ale najczęściej mówią: „Ta pensja…”. Młody chłopak, który zaczyna pracę w zawodzie nauczyciela, dostanie na rękę 2 tys. zł z kawałkiem, podczas gdy w przemyśle czy biurze projektowym ma od 4 tys. zł w górę. To jest różnica.

Z Andrzejem Świderkiem, nauczycielem przedmiotów zawodowych w Technikum nr 3 w Łodzi, rozmawia Katarzyna Piotrowiak

Dostępność podręczników do przedmiotów zawodowych stała się palącym problemem. Tych podręczników nie ma czy są nieaktualne?

– Uczę przedmiotów zawodowych na kierunku technik inżynierii sanitarnej i technik gazownictwa. Praktycznie nie ma podręczników. Bo te, które są dostępne, mają po 20 lat i więcej. Ostatnie podręczniki dla kierunku technik inżynierii sanitarnej ukazały się w 1999 i 2001 r. Ich treść jest w zasadzie nieaktualna. Technologia, wykonywanie instalacji i materiały w tej branży bardzo szybko się zmieniają.

W tych podręcznikach nieaktualna jest znaczna część informacji. Nie korelują z podstawą programową z 2017 i 2019 r., a nawet ze zmianami z 2012 r. Dlatego musimy to wszystko sami jakoś uzupełniać. Najczęściej tę wiedzę zdobywamy z pomocą internetu.

A co z podręcznikami, z których uczą się przyszli technicy gazownictwa?

– Ten kierunek ma jeden podręcznik – „Sieci i instalacje gazowe” Konrada Bąkowskiego. W 2018 r. pozycja ta została zaktualizowana, ale minęły cztery lata i akty prawne wielokrotnie się zmieniały. My jednak nadal się nią posługujemy, zwłaszcza kiedy mówimy na lekcjach o oznaczeniach graficznych, rodzajach sieci gazowych, podstawowych układach sieciowych czy instalacyjnych. W tych podstawowych zagadnieniach wiedza zasadniczo się nie zmienia. Natomiast jeśli chodzi o samo wykonawstwo prac, to obowiązują nas nowe rozporządzenia.

Prawo budowlane zmienia się praktycznie co roku, m.in. w kwestii warunków technicznych wykonania i odbioru różnych instalacji. Musimy to sami na bieżąco śledzić, żeby przekazywać młodzieży to, co jest najbardziej aktualne, przygotowując ich do egzaminu zawodowego.

 Najbardziej aktualne – czyli?

– Informacje posiadane przez ucznia nie mogą być starsze niż dwa lata. Dlatego nie możemy np. opierać się na rozporządzeniu o sieciach gazowych w podręczniku sprzed lat. Na egzaminie zawodowym takie informacje są sprawdzane. Uczniowie muszą je znać, bo przecież będą kiedyś kierownikami budowy po odbyciu odpowiedniego stażu. Do tego ich przygotowujemy.

Kto w tej sytuacji zmaga się z największymi trudnościami – uczniowie czy nauczyciele, którzy przygotowują ich do egzaminu zawodowego?

– Zdecydowanie nauczyciele, bo to my odpowiadamy za poziom przekazanej im wiedzy. Są oczywiście uczniowie, którzy na własną rękę szukają aktualnych informacji, jednak 95 proc. oczekuje informacji wyłącznie od nauczyciela. Aby sobie w tym jakoś pomóc, stworzyliśmy w szkole grupę działającą w ramach przedmiotów zawodowych. Spotykamy się przynajmniej kilka razy w roku. Niektórzy z nas funkcjonują w strukturach CKE czy OKE, gdzie udostępnia się różne informacje na bieżąco, ponadto szkoła bardzo często bierze udział w tzw. standaryzacjach arkuszy egzaminacyjnych.

Każdemu nowemu rocznikowi trzeba przekazywać nową wiedzę?

– Zaktualizowaną. Ciągle musimy konfrontować aktualną wiedzę i stan prawny z podstawą programową. A właściwie z podstawami, bo w ostatnim roku szkolnym na kierunku technik gazownictwa obowiązywały nas podstawy z 2017, 2019 i 2021 r. Mieliśmy trzy podstawy w ciągu czterech lat kształcenia! Od września pozostaną dwie, co jest dla nas pewnym ułatwieniem.

Co to znaczy, że posiłkujecie się wiedzą z internetu? Przeszukujecie sami czy może jest jakiś portal prowadzony lub polecany przez MEiN?

– Nie ma takiego portalu. W internecie można znaleźć serwisy pomocne dla kierunków technik inżynierii sanitarnej oraz technik energetyki odnawialnej. Tylko dla dwóch kierunków, które funkcjonują w naszej szkole. Tych serwisów nie prowadzi MEiN. Można z nich pozyskiwać pewne informacje do pracy z uczniami, z tym że najpierw trzeba to wszystko dokładnie sprawdzić i zweryfikować. Dla technika gazownictwa takie wsparcie dydaktyczne i edukacyjne w ogóle nie istnieje.

Z czego więc korzystacie na lekcjach?

– Pomocne są doświadczenie w pracy w przemyśle, własna aktualizowana wiedza, ale także czasopisma branżowe, kiedyś w wersji drukowanej, obecnie dostępne w formie elektronicznej, często odpłatnie. Plus oczywiście kontakty między nauczycielami.

W latach 90. praktykowane było organizowanie dwu-, trzydniowych spotkań dla nauczycieli zawodu przy zakładach przemysłowych. Odbywało się to z inicjatywy jednej z urzędniczek przy ówczesnym Ministerstwie Budownictwa. Dziś tego już nie ma.

Obecnie wymieniam się doświadczeniami z nauczycielami ze Szczecina, Białegostoku, a kwestie związane z gazownictwem omawiam z nauczycielem z Kościana.

Wniosek jest taki, że nie ma rozwiązania systemowego, które pomogłoby Wam, nauczycielom, uzupełniać na bieżąco aktualizowaną wiedzę?

– Nie ma. Jest wademekum dla uczniów z inżynierii sanitarnej, tylko że to jest serwis prowadzony przez przedsiębiorcę. Ale sam serwis jest dobry. Natomiast bardzo nam brakuje zjazdów nauczycielskich sprzed 20 lat, konfrontacji doświadczeń. Internet przecież wszystkiego nie rozwiąże, a uczniowie bardzo często powołują się na różne serwisy i traktują je jak pewnik. Ja traktuję internet jako źródło informacji, ale takich, które muszę sprawdzić.

Zawsze nauczyciele zawodu byli zdani sami na siebie?

– W 2008 lub 2009 r. powstały przy Krajowym Ośrodku Wspierania Edukacji Zawodowej i Ustawicznej, obecnie włączonym do ORE, tzw. pakiety edukacyjne dla uczniów i nauczycieli, które na tamten czas zawierały wiedzę bardzo aktualną. Ale to była jednorazowa akcja sfinansowana w ramach projektu unijnego. Ja oraz inni nauczyciele z mojej szkoły też byliśmy autorami takich kompendiów wiedzy w swojej dziedzinie. Jeszcze czasami się nimi wspomagamy, ale kiedy przygotowujemy dla uczniów wydruki, są już na nich liczne skreślenia. Wiedza techniczna szybko się dezaktualizuje.

Nikt odgórnie nie próbuje zebrać w całość dostępnej wiedzy?

– Nie słyszałem, żeby taka inicjatywa się pojawiła. Działamy sami.

Może warto zaapelować, przypomnieć się?

– Na pewno… Chociaż niektóre zawody, jak technik inżynierii sanitarnej i technik gazownictwa, są już zaliczane do zawodów niszowych. W Polsce na kierunku inżynierii sanitarnej uczy się najwyżej 300-400 osób, a w przypadku gazownictwa jeszcze mniej – liczba uczniów nie przekracza 100 w jednym roczniku. Może już pojawiła się taka myśl, że nie opłaca się w to inwestować?

Nie opłaca się inwestować w edukację, gospodarkę i usługi…

– No właśnie. Od przynajmniej ośmiu -dziesięciu lat obserwuję jak pracodawcy, z którymi współpracujemy, sygnalizują problemy z pozyskaniem absolwentów szkół na rynku pracy. Przedsiębiorcy bardzo chętnie inwestują w młodzież, przekazują swoją wiedzę i umiejętności, a każdy rocznik, który opuszcza szkołę, zyskuje także spory zasób informacji pozaprogramowych.

Tymczasem część z nich albo nie odnajduje się w zawodzie, albo wyjeżdża za granicę. Znamienne jest to, że nie słyszałem jeszcze o przypadku, by ktoś przy okazji odbierania dyplomu nie ubiegał się w szkole o certyfikat zawodowy w języku angielskim.

(…)

Czy wśród tych absolwentów są chętni do pracy w szkole?

– Byli tacy. Przyszli, spróbowali i odeszli z powodów czysto finansowych. Więcej jest takich, którzy mogliby łączyć pracę w przemyśle z pracą w szkole, ale najczęściej mówią: „Ta pensja…”.

Młody chłopak, który zaczyna pracę w zawodzie nauczyciela, dostanie na rękę 2 tys. zł z kawałkiem, podczas gdy w przemyśle czy biurze projektowym ma od 4 tys. zł w górę. To jest różnica.

Jakie trzeba mieć doświadczenie, żeby łączyć pracę w przemyśle i w szkole?

– Przynajmniej pięć – sześć lat pracy w zawodzie może upoważniać do tego, żeby powiedzieć, że chcę swoje doświadczenie przenieść na grunt szkolny. Pod warunkiem że czas na to pozwoli, bo lekcje i praca zazębiają się. Pracowałem tak przez ileś lat i wiem, że ciężko to pogodzić. Dlatego jest nas coraz mniej, a nowe osoby przychodzą najwyżej na część etatu, bo jednak pensja nauczycielska to za mało. Są osoby, których to nie zraża, są pasjonatami, chętnie dzielą się swoją wiedzą. Jest ich jednak coraz mniej. Szkoda, że tak się dzieje, bo te osoby są bardzo potrzebne w szkolnictwie zawodowym. Bo kto pokaże młodzieży, co może się wydarzyć na budowie w trakcie wykonywania sieci gazowej? Mamy w szkole gazownika, który prowadzi zajęcia z eksploatacji. Podaje przykłady z życia wzięte. Tego nie da się z książek nauczyć.

Dziękuję za rozmowę.

Przedstawiamy fragmenty wywiadu opublikowanego w GN nr 31-32 z 3-10 sierpnia br. Całość w wydaniu drukowanym i elektronicznym – https://e.glos.pl 

Fot. Archiwum prywatne
Odnośnik do oryginalnego artykułu

Andrzej Świderek, nauczyciel przedmiotów zawodowych: Jesteśmy zdani na siebie
Przewiń do góry